Pieńsk: szklany most do przyszłości

Pieńsk: 26 lat czekania na most. Wywiad z Januszem Pawulem

Miasto i Gmina Pieńsk, kierowane przez Janusza Pawula, w RAPORCIE SAMORZĄDOWYM

Pieńsk, miasto wysunięte na same rubieże zachodniej Polski, od lat zmaga się z cieniem dawnej potęgi przemysłowej i administracyjną obojętnością centrali. W szczerej rozmowie Janusz Pawul, burmistrz Miasta i Gminy Pieńsk, opowiada o historycznym dziedzictwie miasta słoików, absurdach związanych z budową mostu granicznego, który widnieje w planach od 26 lat, oraz o tym, dlaczego gmina potrzebuje nowych mieszkańców bardziej niż luksusowych basenów.

Dziedzictwo zapisane w szkle: Od potęgi do walki o przetrwanie

Historia Pieńska nierozerwalnie wiąże się z ogniem hutniczych pieców. Jeszcze kilka dekad temu miasto było sercem polskiego przemysłu szklarskiego, a produkty z tutejszych zakładów trafiały do niemal każdego polskiego domu. To właśnie stąd wywodzą się legendarne słoiki, które do dziś kojarzą się z domowymi przetworami. W szczytowym okresie prosperity cztery huty szkła wraz z zakładami pomocniczymi dawały zatrudnienie blisko 3500 osobom.

Transformacja ustrojowa lat 90. okazała się jednak bezlitosna. Gdy kopalnie w Wałbrzychu otrzymywały wsparcie rządowe, Pieńsk musiał radzić sobie sam. Dziś w mieście funkcjonuje tylko jedna huta, zatrudniająca niespełna sto osób. Pozostałe zakłady padły ofiarą globalnej konkurencji i rosnących kosztów produkcji. Symbolem tych czasów stała się Huta Szkła Nysa, którą gmina odkupiła od syndyka w 2012 roku, by ratować industrialną spuściznę. Choć dziś obiekty te wymagają ogromnych nakładów na rewitalizację, burmistrz Janusz Pawul widzi w nich potencjał, którego nie wolno zmarnować.

„Gdy Pieńsk tracił swoje atuty przemysłowe, nikt nam nie pomógł. W region wałbrzyski lokowane są olbrzymie pieniądze, na Górny Śląsk idą miliony, a region turoszowski i powiat zgorzelecki w procesie sprawiedliwej transformacji po prostu pominięto.”

Most, który (nie)buduje się od ćwierć wieku

Jednym z najbardziej palących problemów Pieńska jest brak nowoczesnego połączenia granicznego z Niemcami. Choć umowa międzyrządowa w sprawie budowy mostu została podpisana w 2000 roku, inwestycja wciąż pozostaje jedynie na papierze. Od 26 lat projekt krąży między Ministerstwem Infrastruktury a Urzędem Marszałkowskim, a mieszkańcy zmuszeni są nadrabiać dziesiątki kilometrów, by dotrzeć do pracy po drugiej stronie Nysy Łużyckiej.

Dla burmistrza Pawula most to nie tylko wygoda komunikacyjna, ale przede wszystkim potężny impuls gospodarczy. Otwarcie na niemiecki Rothenburg czy Cottbus mogłoby przyciągnąć inwestorów do opuszczonych hal przemysłowych i ożywić lokalny handel. Obecnie Pieńsk dysponuje jedynie kładką pieszo-rowerową, co skutecznie odcina miasto od niemieckich konsumentów, którzy chętniej zostawiają pieniądze w lepiej skomunikowanym Zgorzelcu.

„Ten most w Pieńsku od roku 2000 jest w międzyrządowej umowie. On od 26 lat jest w tej umowie i nic! Gdziekolwiek mogę i komukolwiek mogę, krzyczę: „Panowie, zbudujcie nam w Pieńsku most graniczny!” To nasza szansa na rozwój społeczny i gospodarczy.”

Inwestycje skrojone na miarę potrzeb

W dobie ogólnopolskiej tendencji do budowania efektownych, ale drogich w utrzymaniu obiektów, Janusz Pawul stawia na pragmatyzm. Podczas gdy niektórzy mieszkańcy marzą o krytym basenie, burmistrz twardo stąpa po ziemi, analizując koszty. Budowa basenu to wydatek rzędu 20 milionów złotych, a roczne dopłaty do jego funkcjonowania mogłyby obciążyć budżet gminy kwotą 4 milionów złotych.

Zamiast tego, gmina Pieńsk inwestuje w fundamenty: uzbrojone działki budowlane w konkurencyjnych cenach (już od 120-130 tys. zł), modernizację stadionu sportowego, budowę nowoczesnych placów zabaw oraz rewitalizację centrum miasta. Kluczem do sukcesu ma być zatrzymanie depopulacji. Statystyki są nieubłagane – za dekadę liczba uczniów w szkołach może spaść o połowę. Ratunkiem są nowi mieszkańcy, którzy docenią spokój Pieńska, bliskość natury i atrakcyjne warunki do budowy własnego domu.

Samorząd to nie tylko polityka

Janusz Pawul, z doświadczeniem dziennikarskim i kulturalnym, patrzy na samorząd jako na misję, która wymaga ciągłej nauki. Podkreśla, że pierwsze lata sprawowania urzędu były czasem intensywnego wdrażania się w skomplikowane mechanizmy administracyjne. Odnosi się również do głosów krytycznych i inicjatyw referendalnych, które często pojawiają się tuż po wyborach. Według niego są one wynikiem braku pogodzenia się z demokratycznym werdyktem wyborców.

Jednocześnie burmistrz zwraca uwagę na szerszy problem – brak silnej reprezentacji regionu na szczeblu centralnym. Bez „krzyczenia” w Warszawie o potrzeby powiatu zgorzeleckiego, środki unijne i rządowe będą omijać te tereny szerokim łukiem.

„Pieniądze idą tam, gdzie swój okręg mają politycy aktualnie rządzący, ponieważ oni dopieszczają swoich wyborców. Jeżeli nie ma kto w naszym imieniu krzyczeć na tych forach, to nic dziwnego, że nasz teren jest odrobinę zapomniany.”

Marzenie o ratraku i miłość do gór

Mimo trudów urzędowania, burmistrz Pieńska nie traci pasji do życia i swojego regionu. Zapytany o plany po zakończeniu kariery w samorządzie, zaskakuje deklaracją o chęci pracy jako operator ratraka. Miłość do sportów zimowych i górskich pejzaży to odskocznia od trudnych negocjacji i budżetowych tabel.

Na koniec Janusz Pawul zaprasza wszystkich do odwiedzenia Pieńska, szczególnie na przełomie maja i czerwca, kiedy odbywają się Dni Szkła. To czas, w którym miasto przypomina o swojej unikalnej tożsamości, łącząc historię z nowoczesną ofertą rekreacyjną – od grzybobrania po spływy Nysą Łużycką. Pieńsk czeka na swoje nowe otwarcie, licząc, że 26-letni impas w sprawie mostu w końcu zostanie przełamany.

Podobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go w mediach społecznościowych i wesprzyj lokalny samorząd w walce o lepsze jutro dla subregionu zgorzeleckiego!

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
Pocket
WhatsApp

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *