Polskie mleko – ale kwas :(

Mleko od polskich wytwórców znika ze stołów, a polskie mleczarnie bankrutują

Polskie mleko i mleczarstwo znikają. Ceny spadają, koszty dobijają, a nasze stoły zalewa mleko importowane

W najnowszym odcinku programu GOŚĆ DNIA Robert Czepielewski rozmawiał z Renatą Szczurek ze Śląskiej Izby Rolniczej o dramatycznej sytuacji w polskim sektorze mleczarskim. Branża, która przez lata była dumą polskiego rolnictwa, dziś stoi na krawędzi upadku. Podczas gdy ceny skupu mleka drastycznie spadają, koszty energii i pasz osiągają rekordowe poziomy, zmuszając rolników do likwidacji stad, a legendarne mleczarnie do zamykania linii produkcyjnych.

Kryzys, który widać w portfelach rolników

Sytuacja na rynku mleka zmieniła się gwałtownie w ciągu ostatniego półrocza. Jak zauważa Renata Szczurek, po latach stabilizacji i rozwoju, który nastąpił po zniesieniu kwot mlecznych, rolnicy zderzyli się ze ścianą.
„Trudno jednoznacznie wskazać, komu zależy na dobiciu polskiego rolnictwa, ale faktem jest, że od kilku lat sytuacja jest niezwykle trudna”, mówi przedstawicielka Śląskiej Izby Rolniczej. „Rolnicy inwestowali w pogłowie i nowoczesne technologie, by dorównać normom unijnym. Rynek wydawał się stabilny, aż do nagłego załamania pod koniec ubiegłego roku.”

Obecnie ceny w skupach dla mniejszych gospodarstw oscylują w granicach 1,20–1,30 zł za litr. Więksi producenci mogą liczyć na około 1,90 zł, co i tak jest kwotą na granicy opłacalności. Aby rolnik mógł nie tylko przetrwać, ale i rozwijać gospodarstwo, cena skupu powinna wynosić powyżej 2,50 zł. Przy obecnych stawkach wielu producentów po prostu dopłaca do interesu.

Upadek regionalnych legend: Szczekociny i Myszków

Kryzys uderza nie tylko w rolników, ale i w zakłady przetwórcze. Przykładem są mleczarnie w Szczekocinach (Rokitnianka) oraz w Myszkowie. Choć zostały one przejęte przez gigantów takich jak Polmlek czy Łowicz, fuzje te nie uratowały lokalnych miejsc pracy. Likwidacja tych zakładów oznacza, że na bruk trafia łącznie niemal 240 osób.

„Ekonomia jest bezwzględna”, tłumaczy Renata Szczurek. „Duzi gracze wolą przetworzyć mleko w jednym, centralnym zakładzie, zamiast utrzymywać mniejsze, powiatowe jednostki. Przejmują rynek, wycinają konkurencję i promują własne marki, a rolnicy z regionu zostają z problemem transportu i niepewnością, czy ich mleko w ogóle zostanie odebrane. W ciągu ostatnich 15 lat z mapy województwa zniknęły mleczarnie w Kłobucku, Lublińcu czy Częstochowie. To proces, który zdaje się nie mieć końca.”

Zagraniczne masło i mleko w cysternach

Paradoksem polskiego rynku jest fakt, że przy nadpodaży rodzimego surowca, do kraju szerokim strumieniem płyną produkty z zagranicy. Do Polski trafia masło ze Stanów Zjednoczonych, mleko z Niemiec i Holandii oraz produkty mleczarskie z Ukrainy.

Robert Czepielewski przytoczył dane, według których import z samych Niemiec w pierwszej połowie 2025 roku stanowił blisko 20% całkowitej wartości importu produktów rolno-spożywczych do Polski. Konkurencja cenowa jest mordercza – tona masła z USA kosztuje około 3000 dolarów, podczas gdy w Polsce koszty produkcji sprawiają, że cena ta musi wynosić blisko 6000-7000 dolarów.

Mit „trującego” rolnika i ślad węglowy

W rozmowie poruszono również kwestię ekologii i tzw. Zielonego Ładu. Rolnicy czują się niesprawiedliwie atakowani za emisję gazów cieplarnianych, podczas gdy nikt nie zwraca uwagi na koszty środowiskowe transportu żywności z innych kontynentów.

„Mówi się o śladzie węglowym polskich rolników, a nikt nie widzi tysięcy kilometrów, które pokonują statki z amerykańskim masłem czy cysterny z niemieckim mlekiem”, punktuje Szczurek. „Polskie rolnictwo rodzinne, gdzie krowy często korzystają z pastwisk, a pasze produkowane są na miejscu, jest znacznie bardziej ekologiczne niż wielkie przemysłowe farmy za oceanem. Niestety, głos rolników jest w tej dyskusji ignorowany.”

Dlaczego w sklepach nadal jest drogo?

Mogłoby się wydawać, że drastyczny spadek cen w skupie (o ponad 20%) przełoży się na niższe ceny dla konsumentów. Nic bardziej mylnego.
„To swego rodzaju zmowa lub po prostu polityka wielkich sieci handlowych”, zauważa gość programu. „Ceny na półkach nie spadły proporcjonalnie do tego, co dzieje się w skupach. Supermarkety utrzymują wysokie marże, zarabiając na kryzysie rolnika. Konsument nie odczuł ulgi, a rolnik bankrutuje. To system, w którym najsłabsze ogniwo zostaje zmiażdżone przez gigantów.”

Brak lobby i polityczna obojętność

Zarówno Renata Szczurek, jak i Robert Czepielewski zgadzają się co do jednego: polska wieś jest zauważana przez polityków głównie przed wyborami. Po ogłoszeniu wyników problemy rolników schodzą na dalszy plan.

„Brakuje nam merytorycznego dialogu ponad podziałami partyjnymi”, mówi R. Szczurek. „Ministrowie i posłowie często nie mają pojęcia o realiach pracy w gospodarstwie. Gdyby każdy z nich spędził tydzień przy obrządku zwierząt, ich podejście do przepisów i dotacji byłoby zupełnie inne. Obecnie mamy do czynienia z przerzucaniem się winą między dawną a obecną władzą, podczas gdy rolnicy zostają sami z kredytami i rosnącymi stopami procentowymi.”

Nadzieja w konsumentach

Czy jest światełko w tunelu? Mimo pesymistycznych nastrojów, Renata Szczurek zauważa, że młode pokolenie rolników wciąż chce prowadzić gospodarstwa, o ile stworzy się im ku temu godne warunki. Kluczowa może okazać się postawa nas wszystkich – konsumentów.

„Apeluję o lojalność wobec polskich produktów. Wybierajmy świadomie, sprawdzajmy kody kreskowe i kraj pochodzenia. Zasada cena czyni cuda bywa zgubna w dłuższej perspektywie. Jeśli dziś nie zapłacimy uczciwej ceny za polskie mleko, jutro będziemy skazani wyłącznie na produkt importowany, często gorszej jakości”,  podsumowuje przedstawicielka Śląskiej Izby Rolniczej.

Wywiad kończy się gorzką, ale trafną refleksją jednego z jeleniogórskich rolników: „Nasza żywność nie jest droga. To jedzenie w supermarketach jest zbyt tanie, bo produkowane kosztem wyzysku ziemi i ludzi”.

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
Pocket
WhatsApp

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *