PAKAMERA na mrozie, czyli męskie gadanie, niedziela „bez działek” i Zygmunt w roli córy Koryntu
Zima zaskoczyła nie tylko drogowców, ale i skład redakcyjny programu PAKAMERA. W 51. odsłonie tego satyryczno-publicystycznego magla witamy Państwa w nieco okrojonym, czysto samczym gronie. Zabrakło pierwiastka żeńskiego, ale za to – jak zauważył prowadzący Grzegorz Lustyk – pojawił się Arkadiusz Lipin w muszce, co od razu wzbudziło podejrzenia o reniferowe inspiracje. Towarzyszy im niezawodny Robert Czepielewski, a panowie, mimo siarczystego mrozu za oknem, serwują atmosferę gorętszą niż wulkaniczna solfatara pod Neapolem.
Zaczynamy od pogody, bo jakże by inaczej, gdy termometry w Jeleniej Górze pokazują minus dwadzieścia. Panowie bezlitośnie rozprawiają się z narodową histerią pogodową. Robert Czepielewski celnie punktuje: „Premier rządu zwołuje sztab kryzysowy, bo spadł śnieg […] To jest tak, jakbyśmy nie mieli naprawdę większych problemów”. W kontrze do narzekania dostajemy anegdotę o morsowaniu, w której makijaż pań okazał się trwalszy niż termiczna wytrzymałość panów. A skoro już jesteśmy przy zimie i górach – temat turystów wchodzących na Śnieżkę w trampkach (lub bez) powraca jak bumerang. Statystyki GOPR rosną, a my wciąż zastanawiamy się, czy wprowadzenie opłat za ratunek dla „niefrasobliwych” (czytaj: idiotów) nie byłoby jedynym skutecznym rozwiązaniem.
PAKAMERA to nie tylko narzekanie na śnieg. To także kącik innowacji! Dowiecie się, jak pozyskiwać prąd z „narodowego wiatru” na autostradach oraz dlaczego ścieki mogą być cieplejsze niż nasze serca. Wizja „fabryki g…” w Danii (przepraszamy, biogazowni) i odzyskiwania ciepła z kanalizacji brzmi może mało romantycznie, ale za to jakże praktycznie!
Jednak prawdziwą perłą tego odcinka jest powrót do przeszłości – i to takiej, która zawstydziłaby dzisiejsze serwisy plotkarskie. Robert Czepielewski wyciąga z lamusa wycinki prasowe z lat 20. XX wieku. Język przedwojennych dziennikarzy to majstersztyk, przy którym dzisiejsze clickbaity bledną. Hitem okazuje się historia niejakiego Stanisława Furmana, który zaczepiony przez „dziewoję” odkrył, że pod maską cnoty kryje się… Zygmunt Balenda. „Rzekomą dziewczynką był Zygmunt Balenda, który przebrał się za dziewicę” – cytują prowadzący, z trudem powstrzymując śmiech. Mamy też aresztowaną krowę w Sosnowcu i reklamy prezerwatyw „Serwus”, których należało „żądać wyraźnie”.
Na deser zostaje nam lokalne podwórko i analiza dokumentów strategicznych Jeleniej Góry, które – jak się okazuje – są kopalnią lingwistycznych absurdów. Co to jest „wozokilometr”? To jeszcze nic. Prawdziwą zagadką jest kategoria: „Niedziela bez działek”. Czy to dzień, w którym zamykamy ogródki, czy może stan umysłu urzędnika? Panowie analizują też projekt muralu na 150-lecie komunikacji miejskiej, ubolewając nad brakiem tramwaju, który przecież byłby ozdobą miasta (nawet jeśli miałby jeździć tylko w kółko jako kawiarnia).
Odcinek 51. to jazda bez trzymanki – od wulkanów w Eifel, przez Grenlandię, którą chce kupić Trump, aż po Mierzeję Wiślaną, którą przepłynęła jedna jednostka z Belize (szukamy polskiego oligarchy!). Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego teleporady lekarskie wymyślono już w 1916 roku i jak oszukać automat telefoniczny na sznurek – ten odcinek jest dla Was. Zapraszamy na seans, najlepiej z kubkiem gorącej herbaty, bo od samego słuchania o tych mrozach robi się zimno.


















