Prof. Góralczyk: Świat Zachodu sam się rozsypie

Prof. Góralczyk: Świat Zachodu sam się rozsypie

Doktryna „Donroe” i wilcze prawa. Prof. Góralczyk o nowym, niebezpiecznym ładzie świata

Początek 2026 roku przyniósł geopolityczne trzęsienie ziemi. Amerykańska interwencja w Wenezueli, roszczenia wobec Grenlandii i narastające napięcie na linii Waszyngton–Pekin to rzeczywistość, którą w programie Świat, w którym żyjemy analizował prof. Bogdan Góralczyk. Zdaniem eksperta, wchodzimy w erę, w której prawo międzynarodowe ustępuje miejsca nagiej sile.

Rozmowa Roberta Czepielewskiego i Arkadiusza Lipina z wybitnym sinologiem i dyplomatą odbyła się w cieniu spektakularnej akcji Delta Force w Wenezueli, przeprowadzonej 3 stycznia 2026 roku. Wydarzenie to, mające na celu przejęcie kontroli nad złożami ropy naftowej, zdefiniowało nową politykę Donalda Trumpa, ostatecznie zrywającą z dotychczasowym porządkiem światowym.

Koniec prawa, początek woli prezydenta

Profesor Góralczyk nie ma wątpliwości, że wydarzenia w Ameryce Południowej to manifestacja siły USA, która ma utwierdzić Trumpa w przekonaniu o jego omnipotencji. To, co obserwujemy, to powrót do dziewiętnastowiecznej doktryny Monroe, ale w znacznie bardziej brutalnej, autorskiej wersji obecnego prezydenta USA.

„Niewątpliwie była to operacja wojskowa w stylu hollywoodzkim. (…) W tym sensie Donald Trump niewątpliwie czuł się i czuje wielkim zwycięzcą. Ta akcja spektakularna udowodniła mu, że Ameryka jest great again” – ocenia profesor.

Ekspert ukuł dla tej nowej rzeczywistości termin doktryna Donroe. Zamiast skomplikowanych traktatów i norm ONZ, o losach świata decyduje teraz determinacja jednego człowieka.

„Zamiast poprzednich zasad, norm prawa międzynarodowego mamy wolę amerykańskiego prezydenta, jego determinację i nie wiadomo, co z tego jeszcze ostatecznie wyniknie” – ostrzega Góralczyk.

Skutkiem tej polityki jest wprowadzenie „wilczych praw” – rządzi ten, kto jest silniejszy. Paradoksalnie, w tej nowej układance to komunistyczne Chiny stają się na arenie międzynarodowej obrońcą zasad i suwerenności państw, podczas gdy USA – niegdyś ich gwarant – otwarcie je podważają.

„Big Beautiful Deal” czy wojna o wszystko?

Mimo eskalacji napięć, kanały dyplomatyczne między mocarstwami pozostają otwarte. Profesor Góralczyk zwraca uwagę na kluczowy kalendarz dyplomatyczny na 2026 rok: planowaną na kwiecień wizytę Trumpa w Chinach oraz rewizytę Xi Jinpinga w USA we wrześniu. Te spotkania mogą zdecydować o losach globu.

Zdaniem profesora, Pekin wciąż liczy na pragmatyczne porozumienie – nowy podział świata, przypominający ten z Jałty czy Kongresu Wiedeńskiego. Alternatywa jest bowiem przerażająca.

„W moim rozumieniu jest to nic innego, jak próba Chin zrobienia ze Stanami big, beautiful deal, czyli porozumienia, takiego podziału sukna (…). No, a jeśli się panowie nie dogadają, no to będziemy mieli big, beautiful war, czyli bardzo ostry konflikt” – przewiduje gość programu.

Konflikt ten ma charakter strukturalny – to zderzenie dwóch największych organizmów gospodarczych, handlowych i technologicznych, niezależne od sympatii czy antypatii przywódców.

Strategiczna cierpliwość Pekinu i kwestia Tajwanu

Chiny, choć oficjalnie potępiają działania USA w Wenezueli, mogą postrzegać zaangażowanie Ameryki na zachodniej półkuli jako szansę. Trump, skupiony na „swoim podwórku” (Wenezuela, Grenlandia), może nie mieć zasobów ani woli, by bronić Tajwanu. A to właśnie zjednoczenie z wyspą jest – według profesora – „świętym zadaniem” Xi Jinpinga i warunkiem koniecznym do ogłoszenia „wielkiego renesansu narodu chińskiego”.

Pekin gra na czas, wierząc w starożytną mądrość stratega Sun Zi.

„Nie sztuką jest pokonać przeciwnika w walce. Sztuką jest pokonać przeciwnika bez walki, a więc go przechytrzyć, przekupić, zmęczyć, podkopać jego pozycję” – cytuje Góralczyk.

Chińczycy mają nadzieję, że Zachód rozsypie się pod ciężarem własnych problemów i nieprzewidywalności Trumpa, co pozwoli im przejąć dominację bez jednego wystrzału.

Technologiczny mur i zmierzch europocentryzmu

W cieniu ruchów wojsk toczy się inna, być może ważniejsza wojna – o technologię. Chiny w swojej 15. pięciolatce (na lata 2026-30) stawiają na całkowitą samowystarczalność i budowę odrębnego ekosystemu cyfrowego, niezależnego od amerykańskich gigantów.

Europa w tym starciu tytanów schodzi na dalszy plan. Podzielona na „plemiona polityczne”, niezdolna do wypracowania wspólnego stanowiska, traci na znaczeniu. Profesor Góralczyk brutalnie punktuje, że świat przestał być europocentryczny, a stary kontynent nie jest już głównym partnerem handlowym Chin – tę rolę przejęły państwa ASEAN.

Wywiad z prof. Góralczykiem rysuje obraz świata chwiejnego, w którym stare zasady przestały obowiązywać, a nowe pisane są siłą. Czy rok 2026 przyniesie „wielki układ” czy „wielką wojnę”? Jak podsumował profesor: „Ja się dzisiaj nie założę, bo jutro Donald Trump znowu coś wymyśli”.

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
Pocket
WhatsApp

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *