Pakamera 59, to jak zwykle wielowymiarowa podróż w czasie i przestrzeni: czy to pod żaglami Pogorii, czy to przez sekrety 50-letniego mózgu
Kiedy Grzegorz Lustyk, Robert Czepielewski i Agnieszka Sieczkarz zasiadają przed mikrofonami, można mieć pewność jednego: nie będzie nudno, a lokalny patriotyzm Jeleniej Góry zderzy się z wielką polityką i neurobiologią. 59. odcinek Pakamery to prawdziwa jazda bez trzymanki, która zaczyna się na jeleniogórskim dworcu, a kończy na pokładzie żaglowca, po drodze zahaczając o tajlandzkie autostrady i gabinety urbanistów z czasów PRL.
Morskie opowieści i pechowy kalendarz
Program otworzyły wieści z pogranicza przygody i edukacji. Okazuje się, że ekipa Pakamery po raz siódmy szykuje się do rejsu legendarną Pogorią. Tym razem w roli załogi wystąpi młodzież z I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego. Termin wyprawy? Piątek, trzynastego marca. Choć dla przesądnych to data zwiastująca katastrofę, prowadzący podchodzą do tego z humorem, zapowiadając, że „gitara zostanie odkurzona”, a „szanty trafią do kieszeni”. Największą atrakcją rejsu ma być jednak równonoc wiosenna spędzona na pełnym morzu. To właśnie wtedy, jak zauważono w studiu, słońce wstaje dokładnie na wschodzie i zachodzi dokładnie na zachodzie, tworząc spektakl, którego nie zastąpi żadna ziemska obserwacja. „Zawsze może być Marzanna za burtą”, skwitowano morskie plany, sugerując, że tradycji musi stać się zadość nawet na falach.
Urbanistyczna fantasmagoria, czyli Nowe Cieplice 1987
Zdecydowanie najciekawszym punktem programu była podróż w czasie do roku 1987, kiedy to warszawscy planiści z Invest Projektu kreślili wizję Nowych Cieplic. Prowadzący z niemałym rozbawieniem analizowali dokument, który wyglądał na „dzielnie kalkowany lub odbijany”, a dziś jawi się jako „dzieło sztuki” urzędniczej wyobraźni. Plany były ambitne: przedłużone arterie, deptaki łączące uzdrowisko z nową dzielnicą i „wspaniała ekspozycja widokowa” na Karkonosze.
W studiu padły gorzkie, choć dowcipne uwagi o tym, że projektanci z Warszawy prawdopodobnie nigdy nie postawili stopy w Jeleniej Górze. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w planach rygorystycznie narzucono kąt nachylenia dachów – minimum 40 stopni dla domów jednorodzinnych, by wyeliminować „płaską ziemię i płaskie dachy”. Cała ta urbanistyczna baśń rozbiła się jednak o twardą rzeczywistość socjalistycznej gospodarki niedoboru. Wyliczono bowiem, że planowana dzielnica potrzebowałaby 14,02 MW ciepła, podczas gdy system mógł zaoferować zaledwie 4,4 MW. Ten niemal trzykrotny niedobór sprawił, że wizja Nowych Cieplic pozostała jedynie papierową „fantasmagorią”, a dzisiejsza zabudowa tych terenów powstała raczej spontanicznie.
Sztuka czysta i siekiera ze słomy
Wątek urbanistyczny płynnie przeszedł w anegdoty o muzeach i skansenach. Agnieszka Sieczkarz przypomniała o głośnym „fuck upie” pewnego wolontariusza na Tajwanie, który pomylił dzieło sztuki współczesnej z brudem na szybie i… po prostu je zmył. „Łapy przy sobie”, ostrzegali prowadzący, wspominając też o słynnej hiszpańskiej staruszce, która „naprawiała Jezuska” z dość marnym skutkiem estetycznym, ale za to z wielkim sukcesem marketingowym dla swojego miasteczka.
Prawdziwą salwę śmiechu wywołało jednak wspomnienie Grzegorza Lustyka z wycieczki do skansenu w Klukach. Oprowadzający grupę młody przewodnik, najwyraźniej mocno „zmęczony” nocną walką z alkoholem, stanął przed jedną z chat i znudzonym głosem wygłosił zdanie, które stało się klasykiem odcinka: „A tam na ścianie wisi słomiana siekiera”. Ta surrealistyczna wizja stała się punktem wyjścia do dyskusji o tym, jak wolontariusze potrafią ożywić martwe instytucje kultury – czasem za pomocą żurku, a czasem po prostu dzięki swojej kreatywności.
Wielka polityka i małe polonezy
Pakamera nie ucieka od tematów bolesnych, a takim niewątpliwie jest cena paliwa. Robert Czepielewski zrelacjonował swoje niedawne tankowanie, gdzie za litr przyszło mu zapłacić 7,13 zł. W studiu padły mocne słowa o „mediach masowego rażenia” i mętnych tłumaczeniach rządzących. „Nie wysyłajcie po prostu idiotów na front do studia telewizyjnego”, apelowano, komentując występy polityków próbujących wyjaśnić skoki cen hakerami czy fake newsami.
W tym kontekście niezwykle egzotycznie zabrzmiała historia Pawła Frączyka, polskiego DJ-a mieszkającego w Tajlandii. Okazuje się, że w tym odległym kraju wciąż jeżdżą… polskie Polonezy i Duże Fiaty. Frączyk planuje zmontować ekipę i przejechać tymi maszynami trasę z Tajlandii do Polski. Co ciekawe, tamtejsze egzemplarze są mocno zmodyfikowane – mają silniki toyoty i niezbędną w tamtym klimacie klimatyzację. To dowód na to, że polska motoryzacja miała swój niezwykły epizod w Azji, o którym w samej Polsce mało kto pamięta.
Pochwała 50-latka, czyli mózg jak bomba atomowa
Na deser prowadzący zaserwowali nam porcję neurobiologicznego optymizmu, cytując felieton Przemysława Skowrona. Badania nad mózgiem 50-latków rzucają nowe światło na proces starzenia. Okazuje się, że dojrzały mózg przechodzi proces bilateralizacji – zaczyna używać obu półkul jednocześnie przy zadaniach, które u młodych ludzi angażują tylko jedną stronę.
Jak podkreślono w programie, 20-letni mózg działa szybko, ale jest wyspecjalizowany, natomiast „50-latek nie tylko rozwiązuje problem, ale od razu widzi jego kontekst, skutki i ukryte znaczenia”. To biologiczna definicja mądrości. Prowadzący z dumą ogłosili, że ich pokolenie posiada „super mózg”, a wręcz „bombę atomową” pod czaszką, ponieważ „mózgi 50-latków są już tak rozwinięte, że z reguły nie widzą w ogóle problemu”. „20-letni mózg widzi punkt, 50-letni widzi obraz”, podsumowano, posyłając prowokacyjne „Pozdro 50” młodszej części widowni.
Jelenia Góra: Między promocją a śmieciami
W finale odcinka powrócono na lokalne podwórko. Prowadzący narzekali na hegemonię turystyczną Karpacza i Szklarskiej Poręby, zauważając, że Jelenia Góra wciąż czeka na swój wielki promocyjny moment. „Z Karpacza i ze Szklarskiej lepiej widać góry niż z Jeleniej Góry”, padło gorzkie stwierdzenie, któremu towarzyszył jednak apel o dbanie o „małą architekturę” i czystość ulic. Wykazano, że jesienne liście wciąż zalegające na ulicy Studenckiej czy śmieci przy filharmonii to detale, które skutecznie odstraszają turystów, nawet jeśli plany budowy drogi ekspresowej do miasta w końcu wyjdą z fazy wirtualnych mrzonek.
Odcinek zakończyły serdeczne życzenia z okazji Dnia Kobiet i Dnia Mężczyzny. Kolejne spotkanie z Pakamerą – już w jubileuszowym, 60. wydaniu – ma przynieść relację prosto z pokładu Pogorii. Pozostaje mieć nadzieję, że do tego czasu „ostry cień mgły” nie dopadnie prowadzących, a ich dwupółkulowe mózgi będą pracować na najwyższych obrotach.



















