Kirył Pietruczuk zachwycił rolą Macieja w serialu „1670”, a nam opowiedział o pracy na planie filmowym.

, , , , ,

Serial „1670” bije rekordy popularności. To satyra nie tylko na XVII-wieczną Polskę. Widz znajdzie tu też odniesienia do współczesnej sytuacji w kraju. Jedną z ciekawszych postaci jest Maciej, chłop z Litwy, którego gra pochodzący z Jeleniej Góry Kirył Pietruczuk. Jest on absolwentem Norwida, grał także w KS Karkonosze. Zapraszamy na rozmowę z młodym aktorem.

 

Kiedy rozpocząłeś swoją przygodę z teatrem?

Uczęszczałem do klasy o profilu matematyczno-fizycznym w Norwidzie i szybko okazało się, że nie zostanę inżynierem. Dlatego zacząłem szukać alternatyw. Wtedy wpadłem na pomysł, by spróbować swoich sił w aktorstwie. Odnalazłem grupę teatralną STA-ART w Jeleniogórskim Centrum Kultury prowadzoną przez Łukasza Dudę, do której się zapisałem. Okazało się, że świetnie się w tym sprawdzam i dobrze czuję się na scenie. Przez 6 lat chodziłem do szkoły muzycznej i występy weszły mi w krew. Kiedy w liceum wróciłem na scenę, zdałem sobie sprawę jak bardzo mi tego brakowało. Postanowiłem, że to będzie moja droga życiowa, ponieważ moja praca musi być jednocześnie moją pasją.

Jak to się stało, że trafiłeś do słynnej produkcji Netflixa?

Wszystko zaczęło się od tego, że moja ukochana pani profesor, Małgorzata Hajewska (aktorka) poleciła mnie swojej agencji. Następnie spotkałem się z dziewczynami z agencji „Gramy!” i myślę, że wywarłem na nich dobre wrażenie. Na casting wysłałem tzw. self-tape, czyli nagranie samego siebie. Tak najczęściej wygląda pierwszy etap castingów – wysłanie odegranej scenki lub improwizacji. To niesamowite, że pierwsze moje nagranie zaowocowało rolą w serialu.

Co czułeś, kiedy wytypowano Cię do roli Macieja?

Na pewno dużą ulgę, ponieważ od samego początku castingów czułem fajne flow i dobrą chemię między mną a Maćkiem Buchwaldem, reżyserem serialu, który od pierwszych etapów castingu był obecny na sali. Na późniejszych etapach miałem takie poczucie, że jestem odbierany pozytywnie podczas prób czy odgrywanych scenek z innymi aktorami i w oczach wszystkich zebranych na sali widziałem aprobatę. Sprawiało to, że czułem się jakbym był na prowadzeniu w wyścigu o rolę Macieja. We wrześniu, parę dni przed ostateczną decyzją agentka napisała mi, żeby stawić się na castingu i zachowywać się jak gdybym już tę rolę miał tak, by zrzucić z siebie niepotrzebną presję. To był strzał w dziesiątkę! Dzięki tym radom na ostatnim etapie przekonałem jury, że potrafię też wrzucić na luz. Wcześniej byłem bardzo skupiony, ale (z tego, co wiem) wyglądałem na mocno zestresowanego. Kiedy odebrałem telefon od agentki, poinformowała mnie, że decyzja zapadła i dostałem się do serialu! Była to ogromna ulga, ale przez te cztery miesiące przeczuwałem, że właśnie tak może się to skończyć.

Jak pracowało Ci się na planie serialu?

Będę to chyba zawsze powtarzał – było to najlepsze doświadczenie aktorskie, jakie mnie w życiu spotkało. Poziom profesjonalizmu na planie był niesamowity i od tej technicznej strony, czyli ludzi za kamerą, po naszą obsadę, czyli ekipę przed kamerą. To był top of the top w kraju. Chyba to sprawiało, że czułem się tak dobrze i pamiętam, że ani razu nie miałem myśli negatywnych, np. że nie powinienem tu być albo że jestem debiutantem i odstaję. Nie pozwalałem wpuszczać do siebie tego typu myśli, tylko cieszyłem się z tego, że mogę pracować z najlepszymi i że będę wymieniany w gronie najlepszych. Było to najcudowniejsze, co mogło mnie spotkać zaraz po szkole aktorskiej.

Jesteś zadowolony z tego jak udało Ci się odzwierciedlić rolę chłopa Macieja?

Tak, jestem z siebie całkiem dumny. Mam dosyć wysokie wymagania wobec siebie. Kiedy widziałem się w jakiejś etiudzie, to nie zawsze byłem z siebie zadowolony. Jeżeli chodzi o filmy, jest to składowa pracy wszystkich pionów. Przed zdjęciami wszystko miałem dokładnie przygotowane, dzięki czemu przychodziłem potem na plan spokojny. Miałem też kontrolę nad tym, w jaki sposób prowadzę swoją postać. Wiedziałem, co chciałem przekazać i opowiedzieć poprzez figurę Macieja. Kiedy oglądałem już serial z rodziną, przyglądając się scenom, w których brałem udział i zwracając uwagę na to, co w tych scenach jest np. pod warstwą tekstową (bo to było najważniejsze dla mnie: mówisz jedno, myślisz drugie, grasz trzecie), byłem z siebie zadowolony. Jestem dumny z tego, co pokazałem w tym serialu.

Co łączy Cię z postacią Macieja?

Mamy wiele wspólnych cech. Myślę, że jestem całkiem bystry i względnie normalny [śmiech]. Poza tym dokładnie tak samo jak Maciej jestem wyznania prawosławnego. Ta płaszczyzna jest mi bliska i ważna. Jury nie zdawało sobie z tego sprawy i dopiero w trakcie zdjęć podczas jednej z rozmów powiedziałem o naszym podobieństwie. Castingujący byli w szoku i w tym momencie mogli poklepać się po plecach, ponieważ znaleźli kogoś, kto bardzo pasuje do tej roli. Odpowiadając na Twoje pytanie, mamy dużo cech wspólnych. Dzięki temu, że zbudowałem tę postać od zera, pisałem wspomnienia Macieja i podszedłem do tego bardzo rzetelnie, to teraz wszystkie pochlebne i miłe słowa kierowane są w stronę Macieja, a nie w stronę Kiryła. Tak to sobie oddzielam, co pomaga zachować mi czystą głowę i nie odrywać się od ziemi. Bardzo chcę, żeby tak to zostało i nigdy się nie zmieniło. Fakt, że jesteśmy bardzo podobni do siebie stwarzał pułapkę – mógłbym po prostu grać siebie w tym serialu. Przez to, że ta granica w scenariuszu jest bardzo cienka, postanowiłem zrobić wszystko, by ją rozmazać i rozetrzeć w taki sposób, żebym wiedział, gdzie zaczyna się Maciej a gdzie Kirył.

Będziesz kontynuował pracę aktorską czy ta przygoda Ci wystarczy?

Nie, myślę, że to mi wystarczy. Spocznę teraz na laurach i nic nie będę robił [śmiech]. Żartuję, oczywiście. Jasne, że chcę się rozwijać i mam ogromne ambicje. Bardzo zależałoby mi na tym, żeby znaleźć pracę w teatrze. Wystarczyłby mi nawet spektakl gościnny – oczywiście nie w byle czym, tylko w spektaklu, który pozwoliłby mi pokazać swój warsztat i zaprezentować się z jak najlepszej strony. Ucieszyłbym się, ponieważ tęsknię za teatrem. Nie zapominam też o produkcjach filmowych. Każdy odłam sztuki aktorskiej jest mi bardzo bliski i kocham robić wszystko, co jest związane z aktorstwem. Jakakolwiek propozycja by nie padła, będę w tym na 100%. Muszę uzbroić się w cierpliwość i będę korzystał z tego, co przyniesie los.

Grałeś w KS Karkonosze. Jak wyglądała Twoja przygoda z piłką nożną?

Swoją przygodę z piłką rozpocząłem w klubie KS Chojnik, gdzie prowadził mnie trener Dariusz Michałek. Z czasem część chłopaków przeniosła się do Karkonoszy, inni pojechali do szkółki Zagłębia Lubin. W końcu również postanowiłem przenieść się do Karkonoszy, ponieważ tam grano na wyższym poziomie. Pierwsze sezony wspominam miło, lecz z czasem zacząłem zdawać sobie sprawę, że jednak nie zostanę piłkarzem. Poszedłem do liceum i miałem w planach zostać inżynierem, poza tym sama gra w piłkę nożną przestała sprawiać mi przyjemność. Nie widziałem w tym sensu. Atmosfera w drużynie również nie pomagała, nie miałem tam nikogo, z kim bym się dobrze dogadywał. Tzn. chodziłem na treningi z jednym z kolegów z klasy z liceum, ale jemu również przestało zależeć na grze, więc rzadziej bywaliśmy na treningach. Co najważniejsze, trafiłem do teatru. Kiedy miałem do wyboru zajęcia w grupie teatralnej i trening, to decyzja była oczywista. Szedłem do teatru, gdzie spotykałem ludzi o takiej samej wrażliwości jak ja i gdzie wspólnie robiliśmy coś twórczego. To mnie uskrzydlało. Nigdy nie zapomnę tych zajęć. Przebywanie w teatrze nakręca mnie do tego stopnia, że mógłbym nie jeść, nie pić i być na scenie w procesie twórczym, co by mi absolutnie wystarczało. To poczucie było głównym powodem, dla którego w ogóle poszedłem w aktorstwo. O scenach z filmów, które kocham myślę prawie cały dzień. Patrząc na zwykłych ludzi, widzę w nich aktorów i zastanawiam się w czym grają. Aktorstwo jest moją pasją, więc to oczywiste, dlaczego przestałem grać w piłkę. Z racji tego, że skończyłem filmówkę, to od jakiegoś czasu jestem w reprezentacji artystów polskich. Jeździmy na mecze charytatywne, gramy tylko dla przyjemności. Przeciwnicy, z którymi się mierzymy, wiedzą, że nie gramy o złote gacie, tylko w szczytnym celu. Ta gra jest inna, bez niepotrzebnych nerwów a ze zdrową rywalizacją. Dzięki tej reprezentacji przypomniałem sobie za co kochałem grać w piłkę nożną, która wciąż jest dla mnie ważnym elementem w życiu i również pasją. Nadal jestem na bieżąco z wynikami Premier League, bo piękny futbol jest tam prezentowany. Nie chciałbym się też wyrzekać piłki nożnej, ponieważ bardzo wiele jej zawdzięczam.

Nie mieszkasz już w Jeleniej Górze ale czy czujesz sentyment do naszego miasta?

Oczywiście. Kiedy wyniosłem się z Łodzi i wróciłem na pół roku do Jeleniej Góry, to zacząłem patrzeć na to miasto zupełnie inaczej. Może nie z sentymentem, bo Jelenia Góra zawsze będzie po prostu moim domem. Natomiast zacząłem zwracać uwagę na to jak wiele pięknych miejsc znajduje się w tym mieście, jak piękne są moje rodzinne Cieplice, jak bardzo brakuje mi takiego miejsca w życiu i jak tęskniłem za nim będąc przez 5 lat w Łodzi. A czego mi brakowało w Łodzi? Tej jeleniogórskiej i cieplickiej architektury, układu miasta – tego, że wokół ratusza znajdziemy wszystko. Małe wielkie rzeczy, które sprawiają, że to miejsce jest po prostu cudowne. I oczywiście panorama gór – wystarczy spojrzeć przez okno i mamy całe pasmo Karkonoszy przed sobą. Można siedzieć, wpatrywać się w nie i nic już więcej nie robić. Jeszcze raz wrócę do tego: Jelenia Góra zawsze była, jest i będzie moim miejscem na ziemi, gdzie wiem, że zawsze mogę wrócić i gdzie będę czuł się dobrze. 

Na koniec powiedz o jakiej roli marzysz? W jaką postać chciałbyś się wcielić?

Ostatnio ktoś zadał mi podobne pytanie. Przypomniało mi się jak fantastyczne były zajęcia w szkole aktorskiej, kiedy to spotkaliśmy się z twórczością Witkacego. Przy okazji pracy z moją ukochaną profesor Hajewską, przybliżyliśmy sobie sylwetkę twórcy. Dziwię się trochę, że nikt jeszcze nie stworzył filmu o Witkacym, bo to jest tak kolorowa i tak ciekawa postać z tak skomplikowanymi relacjami w rodzinie, co przebijało się w jego twórczości. Te zależności, relacje i oczekiwania jakie były wiązane z nim i którym sprostał lub nie. Jego historia jest tak ciekawa… Myślę, że mógłbym również fizycznie być do niego całkiem podobny [śmiech]. Nawet kiedyś kolega zrobił mi zdjęcie, na którym wyglądam jak Witkacy. Myślę, że to jest taka moja wymarzona rola – zagrać Witkiewicza. Ale generalnie jestem otwarty na propozycje.

Fot. Robert Pałka / Netflix

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
Pocket
WhatsApp

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

27. MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL FILMOWY ZOOM – ZBLIŻENIA