Kierunek Cortina: Saneczkarze gotowi na olimpijskie wyzwanie
Już za kilka dni w Cortinie d’Ampezzo rozpoczną się Zimowe Igrzyska Olimpijskie. O emocjach przed startem, rewolucji sprzętowej i specyfice toru Robert Czepielewski rozmawia z naszymi karkonoskimi reprezentantami: Klaudią Domaradzką, Michałem Gancarczykiem i Mateuszem Sochowiczem. Poznajcie kulisy walki o marzenia oraz techniczne sekrety saneczkarstwa.
Robert Czepielewski: Gośćmi programu „Gość Dnia” są reprezentanci Polski w saneczkarstwie, którzy już niebawem wystartują w XXV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich we Włoszech: Klaudia Domaradzka, Michał Gancarczyk oraz Mateusz Sochowicz.
Doświadczenie kontra debiutancka energia
Nasi goście będą reprezentować nie tylko kraj, ale i nasz region. Mateusz Sochowicz startuje jako reprezentant Karpacza, Michał Gancarczyk reprezentuje Jelenią Górę, a konkretnie Sobieszów, natomiast Klaudia Domaradzka – Cieplice. Wyjeżdżacie już w najbliższy piątek. Jakie emocje towarzyszą wam tuż przed wylotem do Włoch? Mateuszu, to twoje trzecie igrzyska. Czy stres jest taki sam jak za pierwszym razem?
Mateusz Sochowicz: Zupełnie nie. Pierwszy start to była jedna wielka niewiadoma i mnóstwo emocji. Drugi raz był dla mnie huśtawką, bo do końca nie wiedzieliśmy, czy w ogóle uda mi się tam dotrzeć. Teraz czuję typowy spokój. Wszystko jest przygotowane: sanki są objeżdżone, sprzęt gotowy. Jedziemy tam po prostu wykonać swoją robotę.
Klaudio, dla ciebie to drugie igrzyska. Czy podzielasz ten spokój?
Klaudia Domaradzka: Tak, mam podobnie jak Mateusz. Na szczęście przygotowania przebiegły spokojnie, bez wypadków. Pytałam nawet Mateusza, czy to normalne, że te emocje nie są już tak skrajne. On potwierdził, że to po prostu doświadczenie. Sanki i „metale” są sprawdzone. Teraz pozostaje tylko wystartować, dobrze pojechać i wrócić do domu.
Tajemnice sprzętu i „leniwy” tor w Cortinie
Musimy to wyjaśnić naszym czytelnikom: co w żargonie saneczkarzy oznacza termin „metal”?
Mateusz Sochowicz: Metal to dla saneczkarza odpowiednik narty. Wprowadzamy w nim wiele zmian – ustawiamy odpowiednie kąty czy ostrość z przodu i z tyłu. Teoretycznie na każdy tor powinno się mieć inny zestaw, ale my dysponujemy ograniczoną liczbą. Ja mam przygotowany komplet specjalnie pod tor w Cortinie i liczę na to, że spełni on swoje zadanie.
Michale, dla ciebie to olimpijski debiut. Czujesz to legendarne „wow”?
Michał Gancarczyk: Na pewno towarzyszą mi spore emocje. Mateusz wspomniał, że ten pierwszy raz zawsze jest wyjątkowy. Razem z Wojtkiem Chmielewskim, z którym startuję w dwójce, jesteśmy jednak bardzo dobrze przygotowani. Sprzęt jest sprawdzony, więc nie mamy większych obaw.
Tor w Cortinie d’Ampezzo został oddany do użytku w marcu 2025 roku. Czy mieliście okazję dobrze się z nim zapoznać?
Klaudia Domaradzka: Tak, byliśmy tam jesienią na treningach, a później na próbie olimpijskiej.
Mateusz Sochowicz: Łącznie oddaliśmy tam około czterdziestu ślizgów.
Klaudia Domaradzka: To wystarczająco, by wiedzieć, z czym to się je. Nie jedziemy w ciemno. Tor jest bardzo przyjemny, choć ja nazywam go „leniwym”. Nie oznacza to, że nic się na nim nie robi, ale w porównaniu do obiektów w Oberhofie czy Siguldzie, praca na wirażach jest nieco inna.
Mateusz Sochowicz: To bywa złudne. Jeśli wiraże są dobrze poprowadzone i wydaje się, że nie trzeba robić dużo, łatwo o dekoncentrację. A wtedy konsekwencje mogą być poważne. Co ciekawe, mieliśmy tam więcej przejazdów, ponieważ po przebudowie toru w Innsbrucku federacja go nie zaakceptowała i zawody Pucharu Świata przeniesiono właśnie do Cortiny.
Michale, jakie są twoje wrażenia z tego toru?
Michał Gancarczyk: Zgadzam się z Klaudią. Tor nie jest ekstremalnie trudny, ale ma kilka charakterystycznych, wymagających punktów. Trudności dla dwójek wyglądają nieco inaczej niż w przypadku jedynek, ale ogólnie powinniśmy sobie poradzić bez problemów.
Michale, jak zareagowałeś na wieść o kwalifikacji olimpijskiej? Dla twojego partnera, Wojtka, to nie pierwszyzna, ale dla ciebie to wielka rzecz.
Michał Gancarczyk: Oczywiście była wielka radość, choć w tym sezonie traktowaliśmy to niemal jak formalność. W każdych zawodach jeździliśmy solidnie i bez większych problemów, więc czuliśmy, że ten awans nam się po prostu należy.
Klaudio, jak ty podsumujesz swój sezon?
Klaudia Domaradzka: Miałam jeden pechowy incydent za oceanem. Tor w Lake Placid nie przyjął mnie najlepiej – zaliczyłam wywrotkę na treningach, co wykluczyło mnie ze startu w zawodach. Poza tym jednym Pucharem Świata jestem zadowolona ze swojej formy.
Wielki powrót i rewolucja w polskiej kadrze
Mateuszu, dwa lata temu ogłosiłeś zakończenie kariery. Co się zmieniło, że dziś rozmawiamy o twoim trzecim starcie na igrzyskach?
Mateusz Sochowicz: Zmieniło się podejście związku. Po moim poście odbyłem spotkania z prezesem i zarządem. Ustaliliśmy, że otrzymamy nowy sprzęt, nowego trenera i profesjonalną opiekę fizjoterapeutyczną. Sztab szkoleniowy został skompletowany praktycznie od nowa, kupiliśmy nowe sanki i metale. Postanowiłem zostać, bo kiedy ryzykować, jeśli nie wtedy, gdy wszystko jest budowane profesjonalnie pod konkretną imprezę? Chciałbym, żeby ten sport w Polsce stale szedł do przodu.
Jedenaście czystych ślizgów i walka o historię
Kiedy będziemy mogli kibicować wam przed telewizorami?
Klaudia Domaradzka: Moje starty odbędą się 9 i 10 lutego w godzinach wieczornych, około siedemnastej.
Michał Gancarczyk: My startujemy 11 lutego, również po południu.
Mateusz Sochowicz: Ja startuję 7 i 8 lutego. Natomiast 12 lutego o 19:30 odbędą się zawody drużynowe, w których wystąpimy wszyscy razem.
Rozmawialiśmy przed wejściem do studia o liczbie ślizgów. Padło hasło: „jedenastu dobrych przejazdów”. Skąd ta liczba?
Mateusz Sochowicz: W Pjongczangu kazałem wszystkim życzyć mi czterech dobrych ślizgów. To się na mnie zemściło – cztery świetne przejazdy miałem na treningach, a w zawodach było już tylko gorzej. Teraz dmucham na zimne i życzę sobie jedenastu, żeby starczyło od pierwszego treningu do samego finału.
Klaudio, jakie są twoje realne założenia na te igrzyska?
Klaudia Domaradzka: Chciałabym przede wszystkim poprawić swój wynik z poprzednich igrzysk. Wtedy w trzecim ślizgu powinęła mi się noga i zaliczyłam wywrotkę. Teraz życzę sobie czystych zawodów od początku do końca.
Michale, a u was?
Michał Gancarczyk: Myślimy podobnie. Dobre starty, czysta jazda, a wynik przyjdzie sam.
Startujesz z bardzo doświadczonym zawodnikiem, Wojtkiem Chmielewskim. Jak wyglądają wasze relacje?
Michał Gancarczyk: To nasz pierwszy wspólny sezon, ale bardzo solidnie przepracowaliśmy lato na wieży startowej. Zgranie się nie było na początku proste, zwłaszcza że na jednym z pierwszych treningów złamałem rękę, co wyłączyło mnie z treningów na półtora miesiąca. Na szczęście szybko wróciłem do sprawności. Nasze założenie jest proste: dwa świetne ślizgi w zawodach i walka o jak najlepszą lokatę.
Cel: Złoto, połamanie płóz
Mateuszu, celujesz w medal?
Mateusz Sochowicz: Medal to zupełnie inna liga. Czołówka światowa, zwłaszcza Niemcy, zdaje się oszukiwać prawa fizyki. Jeżdżą tak nisko i tak precyzyjnie obcinają dystans, że trudno to pojąć. Ja jednak zrobiłem ostatnio spore modyfikacje w sprzęcie i widzę, że coraz pewniej wchodzę do drugiej dziesiątki. Na igrzyskach liczę na cztery równe jazdy i najlepszy wynik w historii nowożytnych startów Polski w saneczkarstwie.
Klaudia i Michał reprezentują MKS Karkonosze, Mateusz – AZS AWL Katowice, choć sercem wciąż jest przy KTS Śnieżka Karpacz. Czego wam życzyć na drogę?
Klaudia Domaradzka: Mówi się „połamania płóz”, podobnie jak maturzystom życzy się połamania piór. I oczywiście bezpiecznych ślizgów.
Mateusz Sochowicz: Życzcie nam po prostu szybkich jazd. Jak zaczniemy się rozdrabniać na techniczne detale, to zaraz wyjdą z tego połamane miski i zardzewiałe metale. Zostańmy przy szybkości.
W takim razie życzę wam szybkich jazd i spełnienia wszystkich założeń. Mam nadzieję, że po powrocie z Włoch, około 15–16 lutego, ponownie odwiedzicie nasze studio, by podzielić się wrażeniami.
Mateusz Sochowicz: Jeśli nas zaprosicie, będziemy z przyjemnością.
Zapraszam już teraz. Dziękuję za rozmowę i powodzenia!
Klaudia Domaradzka: Dziękujemy bardzo.
Michał Gancarczyk: Dziękujemy.



















