Honor żołnierza ratuje polski pułkownik zwracając po słowach Donalda Trumpa amerykańskie odznaczenie
Podważenie wkładu sojuszników w misje w Afganistanie i Iraku przez prezydenta USA wywołało falę oburzenia w Europie. W geście protestu przeciwko słowom Donalda Trumpa, polski weteran, płk Andrzej Pawelski, zapowiedział symboliczne zwrócenie amerykańskiego odznaczenia attaché wojskowemu USA. To bezprecedensowy akt obrony honoru polskich mundurowych.
Wypowiedź Donalda Trumpa, która padła pod koniec stycznia 2026 roku, uderzyła w fundamenty solidarności NATO. Prezydent USA stwierdził w rozmowie z Fox News, że Stany Zjednoczone „nigdy nie potrzebowały pomocy NATO” w Afganistanie, a żołnierze państw sprzymierzonych rzekomo „trzymali się z tyłu, z dala od linii frontu”. Słowa te, bagatelizujące dwudziestoletni wysiłek zbrojny koalicji, spotkały się z natychmiastową reakcją weteranów, dla których ramię w ramię nie było jedynie politycznym hasłem, lecz codziennością pod ostrzałem.
Pułkownik Pawelski — życie w służbie i sprzeciw weterana
Pułkownik Andrzej Pawelski to oficer o bogatym doświadczeniu dowódczym i dyplomatycznym. Jest absolwentem prestiżowych uczelni wojskowych, w tym Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu oraz Akademii Obrony Narodowej. W trakcie swojej wieloletniej służby zajmował kluczowe stanowiska w strukturach Okręgów Wojskowych oraz jednostkach liniowych, w tym w 6. Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej.
Jego kariera obejmowała nie tylko dowodzenie polskimi żołnierzami, ale również misję dyplomatyczną – pod koniec aktywności zawodowej służył jako attaché wojskowy, morski i lotniczy w jednym z krajów skandynawskich. To właśnie tam budował relacje z sojusznikami z NATO, co nadaje jego dzisiejszemu gestowi szczególnego ciężaru gatunkowego. Decyzja o zwróceniu amerykańskiego odznaczenia – przyznanego za zasługi we współpracy z siłami zbrojnymi USA – jest dla pułkownika formą najwyższego protestu przeciwko publicznemu kwestionowaniu ofiarności jego podwładnych i kolegów z misji.
Krew się gotuje – reakcje w kraju i na świecie
Słowa Trumpa wywołały burzę komentarzy wśród polskich oficjeli. Premier Donald Tusk przypomniał o 44 Polakach, którzy oddali życie w Afganistanie, podkreślając, że amerykańscy oficerowie zawsze mówili o polskim bohaterstwie. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz wskazał, że Polska była i jest wiarygodnym sojusznikiem, który nigdy nie unikał najtrudniejszych zadań.
Głos zabrali również dowódcy polowi. Generał Roman Polko, były szef jednostki GROM, określił wypowiedź Trumpa jako policzek i plucie w twarz weteranom. Przypomniał, że polscy żołnierze specjalni byli cenieni przez Amerykanów właśnie za walkę na pierwszej linii, często w operacjach wysokiego ryzyka, gdzie rzadko dochodziło do podziału na plan pierwszy i drugi.
Międzynarodowy front oburzenia
Reakcja nie ograniczyła się do Polski. Brytyjski premier Keir Starmer nazwał słowa Trumpa obraźliwymi i przerażającymi, przypominając o 457 poległych żołnierzach z Wielkiej Brytanii. Premier Danii, Mette Frederiksen, uznała komentarze za nieakceptowalne, podkreślając ból, jaki sprawiły one rodzinom weteranów. Nawet w samych Stanach Zjednoczonych politycy tacy jak John Bolton ocenili, że Trump kompromituje naród amerykański, atakując sojuszników, którzy ruszyli USA z pomocą po atakach z 11 września w ramach Artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.
Chociaż prezydent Trump w późniejszych wpisach próbował łagodzić wydźwięk swoich słów, nazywając m. in. Brytyjczyków wspaniałymi wojownikami, niesmak pozostał. Dla wielu żołnierzy, takich jak płk Pawelski, honoru i pamięci o poległych nie da się naprawić jednym wpisem w mediach społecznościowych. Symboliczny gest zwrócenia odznaczenia ma przypominać, że sojusz opiera się na wzajemnym szacunku, a nie na doraźnej retoryce politycznej.



















