Mysłakowice mogłyby stać się miastem. Wójt Michał Orman, w Raporcie Samorządowym o tym, jak Gmina Mysłakowice stawia czoła nowym wyzwaniom
O likwidacji skutków powodzi, inwestycjach w turystykę, rewitalizacji zabytków oraz o tym, dlaczego światłowód jest dziś tak samo ważny jak prąd, Arkadiusz Lipin rozmawia z Wójtem Michałem Ormanem.
Arkadiusz Lipin: Dzień dobry Państwu! Kolejne spotkanie Raportu Samorządowego, tym razem z wójtem gminy Mysłakowice, Michałem Ormanem. Dzień dobry, panie wójcie.
Michał Orman: Dzień dobry, dzień dobry Państwu.
Panie wójcie, Mysłakowice to nazwa kojarząca się z przemysłem, i to chyba nieprzypadkowo. Charakter miejscowości jest wyjątkowy – Mysłakowice nie są przecież typową wsią.
Można powiedzieć, że Mysłakowice są całkiem sporą miejscowością, nawet jak na realia Dolnego Śląska. Jesteśmy jedną z największych wsi w regionie i w całej Polsce. Ponad cztery tysiące mieszkańców sprawia, że jest to bardziej miejscowość podmiejska niż wieś. Praw miejskich co prawda nie udało się dotąd uzyskać, ale może kiedyś w przyszłości pojawią się plany, aby stworzyć gminę miejsko-wiejską, obejmującą Mysłakowice i pozostałe dziewięć sołectw. Gmina Mysłakowice to duży organizm – jedna z największych w powiecie karkonoskim, licząca prawie dziewięć i pół tysiąca mieszkańców, dziesięć sołectw i jedenaście miejscowości. Częściowo stajemy się „sypialnią” Jeleniej Góry, ponieważ coraz więcej osób buduje u nas domy. Dzięki temu statystycznie utrzymujemy liczbę mieszkańców. Co roku odnotowujemy co prawda niewielki spadek, ale nie jest on tak drastyczny jak w innych gminach na Dolnym Śląsku czy w Polsce Wschodniej.
To mnie pan zaskoczył. Myślałem, że skoro tyle osób się u was osiedla, to mieszkańców przybywa, a pan mówi, że jednak ubywa?
Niestety, w ubiegłym roku mieliśmy bardzo dużą liczbę zgonów, a z drugiej strony dotknął nas niż demograficzny – urodziło się bardzo mało dzieci. Przykładem może być Bukowiec – duża wieś, znana z Doliny Pałaców i Ogrodów. W ubiegłym roku urodziła się tam tylko trójka dzieci.
Ojej! To rzeczywiście mało…
To świadczy o tym, że niż demograficzny dotarł również do nas. Ratuje nas fakt, że na terenie gminy powstaje bardzo dużo nowych domów. Wydajemy wiele decyzji o warunkach zabudowy, rozwija się mieszkalnictwo jednorodzinne i dwurodzinne. To powoduje, że spadek liczby mieszkańców jest statystycznie o wiele mniejszy niż na przykład w Jeleniej Górze, gdzie jest on wręcz drastyczny.
A jak to wpływa na finanse gminy? Czy nowi mieszkańcy to osoby płacące wysokie podatki? Pan wójt na pewno widzi to w budżecie.
To pytanie, na które nie mogę udzielić pełnej odpowiedzi, ponieważ otrzymujemy od państwa udział w podatku PIT. Ten udział z roku na rok się zmienia – w tym roku jest on wyższy o kilka milionów niż w ubiegłym, co sugerowałoby, że mieszkańcy są zamożni. Problemem pozostaje jednak to, że nie wszyscy, którzy się do nas sprowadzili, zameldowali się na terenie gminy.
No tak.
W związku z tym dochód z ich podatku do nas nie wraca. Co więcej, działalność gospodarcza prowadzona na przykład w Jeleniej Górze zasila tamtejszy budżet. Kiedyś Mysłakowice były gminą przemysłowo-rolniczą. Funkcjonowały tu duże zakłady lniarskie Orzeł czy zakłady polamowskie. Słynęliśmy z lnu, podobnie jak Kowary z dywanów. Dzisiaj wielkiego przemysłu już nie mamy. Działa jeden duży zakład – Rauscher – oraz obiekty związane z turystyką, takie jak Pałac Wojanów czy Osada Śnieżka w Łomnicy. Gmina rozwija się głównie w kierunku turystycznym. Ludzie inwestują w agroturystykę i budynki pod wynajem. Karpacz jest już mocno zabudowany, a turyści szukają ciszy i spokoju. Chcą przyjechać w góry, ale wolą podziwiać przyrodę, zamiast tłoczyć się na deptaku. Odległość 15–20 kilometrów do Karpacza, Szklarskiej Poręby czy Czech nie jest dziś dla nikogo problemem.
Tak, to o czym pan mówi, to typowy overtourism. Cała gmina, a zwłaszcza same Mysłakowice, wydają się mieć idealne położenie. Bliskość Karkonoszy, Rudawy Janowickie w zasięgu ręki i Jelenia Góra stanowiąca zaplecze cywilizacyjne – ze szpitalem wojewódzkim i instytucjami kultury niemal pod nosem. To świetne miejsce do osiedlenia się.
Liczba nowych inwestycji budowlanych potwierdza, że ludzie chcą tu mieszkać. Naszym wyróżnikiem na skalę ogólnopolską jest Dolina Pałaców i Ogrodów. Mamy siedem pomników historii wpisanych na listę Prezydenta RP.
To wyjątkowa skala!
Nikt w Polsce nie ma tylu pięknych pałaców i zamków na tak małym obszarze. Turysta może u nas wypełnić cały dzień zwiedzaniem zabytków i odpoczynkiem na łonie natury. Jesteśmy też bardzo dobrze skomunikowani z Jelenią Górą przez Miejski Zakład Komunikacji. No i wróciła do nas kolej – jeżdżą Koleje Dolnośląskie. Widzimy wielu turystów jadących do Karpacza, ale liczymy na to, że odkryją też Mysłakowice i Łomnicę. Naszą promocję kierujemy właśnie na to, by zatrzymać ich u nas. Trwa też rewitalizacja linii kolejowej do Kowar, co również jest dobrym kierunkiem.
W Raportach Samorządowych dużo uwagi poświęcam kolei. Jedynym mankamentem tej linii jest brak elektryfikacji. To byłoby duże ułatwienie, gdyby pociągi elektryczne mogły dojeżdżać bezpośrednio do Karpacza czy Kowar bez przesiadek i pociągów hybrydowych. Ale zostawmy to.
Ja widzę tu inny, większy problem. Urząd Marszałkowski przejął tylko linię kolejową, natomiast dworzec w Mysłakowicach pozostał własnością PKP. Budynek jest w opłakanym stanie i po prostu szpeci okolicę. PKP Nieruchomości od wielu miesięcy chce go sprzedać, ale nie ma chętnych. Szkoda, że przy tak dużych pieniądzach z Unii Europejskiej nie robi się takich rzeczy kompleksowo. Jako wójt nie mam wielkich możliwości zmiany tej sytuacji, ale na pewno coś ze starym dworcem – wpisanym niedawno do rejestru zabytków – trzeba zrobić. Chcielibyśmy, aby stał się wizytówką, tak jak udało się to w Kowarach, Szklarskiej Porębie, Karpaczu czy Świeradowie.
Panie wójcie, wspomnieliśmy o superlatywach, ale w życiu nie zawsze jest słodko. Położenie gminy u stóp Karkonoszy niesie ze sobą ryzyko katastrof, takich jak powódź we wrześniu 2024 roku. Wiemy, że one się powtarzają i mogą występować częściej. Jak gmina przygotowuje się na takie zagrożenia?
Powódź to tragedia. Wody opadowe z dużej części Karkonoszy spływają do nas bardzo gwałtownie. Kiedyś w Karpaczu było więcej terenów zielonych, dziś jest tam gęsta zabudowa, więc woda spływa jeszcze szybciej. Mamy tu wieloletnie zaległości. Po „powodzi stulecia” w 1997 roku obiecywano remont suchego zbiornika i budowę drugiego, ale nic się nie wydarzyło. Dziś widzę światełko w tunelu. Rozpoczęły się gruntowne prace na suchym zbiorniku w Mysłakowicach, które zakończą się na wiosnę. To kluczowy element bezpieczeństwa. Drugą, równie ważną rzeczą, jest budowa drugiego suchego zbiornika na potoku Jedlica. Wody Polskie ogłosiły przetarg na jego projekt. Gdyby ten zbiornik istniał w 2024 roku, większość mieszkańców nie zostałaby zalana. Szkody w samej infrastrukturze gminnej wyniosły ponad 50 milionów złotych.
To ogromne kwoty.
Cały rok 2025 był podporządkowany usuwaniu skutków powodzi. Wydaliśmy na ten cel prawie 15 milionów złotych. Bardzo ucierpiała szkoła w Łomnicy (ponad 5 milionów strat), przedszkole, świetlica wiejska, a nawet remiza strażacka. Większość budynków już służy mieszkańcom, ale prace wciąż trwają.
Co jeszcze zostało do zrobienia w ramach usuwania skutków kataklizmu?
W szkole w Łomnicy musimy dokończyć remont otoczenia zewnętrznego. Strażacy z OSP czekają na dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego. Mamy też szereg mostków na potoku Łomnica wymagających remontu oraz jedną kładkę pieszą, która została całkowicie zerwana. Koszt jej odbudowy to około miliona złotych. Przy projektowaniu takich inwestycji zderzamy się z problemami własnościowymi – okazuje się na przykład, że przyczółek mostu wchodzi na teren prywatny.
To częsty problem w gminach, gdzie stare stosunki własnościowe nie zostały uregulowane.
Kiedyś budowało się tam, gdzie biegł ślad drogi, bez patrzenia w mapy. Dziś przy remontach wychodzi, że droga gminna w połowie leży na czyjejś działce. Musimy wtedy prowadzić długie negocjacje i skomplikowane procedury geodezyjne i notarialne. Nieraz koszty tych procedur są trzykrotnie wyższe niż wartość wykupywanego gruntu, ale musimy to robić, by wszystko było legalne i transparentne. To także bezpieczeństwo na przyszłość – za 20 czy 30 lat te tereny będą już formalnie należały do gminy.
Ile środków zewnętrznych udało się pozyskać na likwidację tych szkód?
W pierwszej kolejności pomogły nam inne samorządy z całej Polski, przekazując kwoty rzędu 100–200 tysięcy złotych. Pół miliona otrzymaliśmy od Urzędu Marszałkowskiego. Dzięki tej solidarności szybko zebraliśmy pierwszy milion na najpilniejsze naprawy dróg przed zimą. Pieniądze rządowe przyszły dopiero pod koniec roku, a my musieliśmy działać natychmiast, by zapewnić dojazd do domów czy umożliwić poruszanie się karetkom i straży pożarnej. Kolejne środki umożliwiły prace w 2025 roku oraz te zaplanowane na rok 2026.
Właśnie o rok 2026 chciałem zapytać. Co planujecie w budżecie?
Budżet na rok 2026 opiewa na 81 milionów złotych. To budżet na miarę naszych możliwości. Kwota 12 milionów (około 15%) jest przeznaczona na inwestycje. Może wydawać się to mało, ale proszę pamiętać, że sama oświata kosztuje nas 30 milionów, odpady – 5 milionów, a transport zbiorowy i dopłaty do wody kolejne miliony. Za te 12 milionów planujemy zrealizować około 50 zadań. Najważniejsze dla mieszkańców są drogi – wykonamy siedem odcinków asfaltowych oraz zainwestujemy ponad milion złotych w oświetlenie uliczne.
Z większych zadań planujemy rewitalizację Parku Królewskiego w Mysłakowicach za blisko 5 milionów złotych z funduszy unijnych (ZIT Jeleniogórski). Przy nowej szkole w Mysłakowicach dobudujemy chodnik oraz kompleks boisk zewnętrznych. Z kolei dla szkoły w Łomnicy chcemy przygotować dokumentację (PFU) na budowę hali sportowej z prefabrykatów. Chcemy inwestować w zdrowie i rywalizację sportową dzieci, by odciągnąć je od komputerów.
Gdzie widzi pan Mysłakowice za 5–10 lat?
Jesteśmy w trakcie opracowywania strategii rozwoju gminy, którą wkrótce przekażemy do konsultacji społecznych. Nie liczymy na wielki przemysł, bo tereny podgórskie mu nie sprzyjają. Rolnictwo też się zmienia – małe gospodarstwa znikają na rzecz kilku dużych, specjalizujących się np. w hodowli bydła. Dlatego głównym filarem pozostaje turystyka. Dzisiejszy turysta jest bardzo mobilny – przyjeżdża na 2-3 dni, chce zwiedzić wiele miejsc. Naszym atutem jest piękny krajobraz i Dolina Pałaców i Ogrodów.
Turystyka niesie też ryzyko, co pokazała pandemia i wojna na Ukrainie. Czy nie warto dywersyfikować gospodarki o nowoczesny, „czysty” przemysł, jak IT czy elektronika?
Oczywiście, opieranie się na jednej dziedzinie jest ryzykowne. Wspieramy nowoczesne technologie, choć jako gmina mamy na to ograniczony wpływ. Szansę widzę w młodych ludziach, którzy się u nas osiedlają i pracują zdalnie. Dlatego realizujemy projekt budowy sieci światłowodowej na terenie całej gminy. W dzisiejszych czasach światłowód jest tak samo podstawowym medium jak prąd, woda czy gaz. Przy zakupie domu to jedno z pierwszych pytań: „czy jest tu szybki internet?”.
Na koniec muszę zapytać: dlaczego Mysłakowice nie mogą zostać miastem? Co roku w Polsce przybywa kilkanaście miast, a u was ten proces wydaje się stać w miejscu.
Jestem zwolennikiem tego, aby Mysłakowice stały się miastem, a gmina – gminą miejsko-wiejską. Status wsi ogranicza nam dostęp do niektórych środków, na przykład z funduszy norweskich. Mysłakowice już dawno przestały przypominać wieś – zarówno pod względem zabudowy, jak i profilu ludności. Rolników jest u nas niewielu. Ludzie uciekają z dużych miast na wieś po spokój, choć czasem nie zdają sobie sprawy z minusów, takich jak zapachy rolnicze czy ciągnik pracujący w niedzielę.
To co stoi na przeszkodzie? Ministerstwo?
Procedura jest długa. Zgoda rządu to ostatni etap. Najpierw potrzebne są konsultacje społeczne – musimy zapytać mieszkańców, czy tego chcą. Dopiero z pozytywną rekomendacją i uchwałą Rady Gminy możemy składać wniosek do Rady Ministrów. Myślę o tym poważnie. Widzę korzyści, jakie odniosły sąsiednie Kowary dzięki Funduszom Norweskim. Mając gminę miejsko-wiejską, moglibyśmy startować w konkursach dedykowanych zarówno miastom, jak i wsiom. To pozwoliłoby gminie rozwijać się jeszcze szybciej.
Naszym gościem był wójt gminy Mysłakowice, Michał Orman. Kto wie, może przy następnym spotkaniu będziemy już mówić o mieście Mysłakowice. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję bardzo. I dodam tylko: jeśli mieszkańcy będą chcieli, ja jestem za tym, aby Mysłakowice stały się miastem. To najważniejszy element tej układanki.



















